Słuchawka w kasku: jak futbol amerykański w 1956 roku wyprzedził epokę

Zanim ktokolwiek usłyszał o mikrosłuchawkach, trener z Cleveland wpadł na pomysł, żeby mówić do zawodnika bezpośrednio do ucha. Skończyło się na podsłuchu, zakazie i powrocie tego pomysłu prawie 40 lat później.

Zabytkowy kask futbolowy z lat 50. obok pudełka zestawu TESLA nano

Rok 1956, Cleveland. Trener Browns, Paul Brown, ma problem, który zna każdy szkoleniowiec futbolu amerykańskiego: żeby przekazać rozgrywającemu zagrywkę, musi co akcję wysyłać na boisko zawodnika-posłańca. To wolne, przewidywalne i łatwo podpatrzeć, kto wbiega z wiadomością.

Odbiornik w kasku rozgrywającego

Rozwiązanie przynieśli dwaj wynalazcy z Ohio, John Campbell i George Sarles. Zaproponowali, żeby w kasku rozgrywającego zamontować mały odbiornik radiowy. Trener mówi do mikrofonu przy linii bocznej, a zawodnik słyszy go w kasku, bez posłańców i bez sygnałów rękami.

Pierwszym zawodnikiem w historii futbolu z radiem w kasku został rozgrywający Browns George Ratterman. Z perspektywy dzisiejszych mikrosłuchawek to ten sam pomysł: komunikat trafia prosto do ucha jednej osoby, a otoczenie nie wie, co zostało powiedziane.

Podsłuch po drugiej stronie boiska

Przewaga nie trwała długo. Łączność działała na zwykłych falach radiowych, a to oznacza, że mógł ją odebrać każdy, kto miał odbiornik nastrojony na tę samą częstotliwość. Według relacji opisywanych przez historyków sportu rywale szybko zaczęli podsłuchiwać polecenia Browna i przekazywać je własnym trenerom obrony.

Jeszcze w sezonie 1956 komisarz ligi NFL, Bert Bell, zakazał używania radia w kaskach. Wrócono do posłańców i sygnałów z ławki.

Powrót po 38 latach

Liga wróciła do tego pomysłu dopiero w 1994 roku, kiedy dopuściła jednokierunkową łączność radiową z rozgrywającym. Tym razem z zabezpieczeniami: łączność działa tylko przez określony czas przed akcją, a sprzęt i częstotliwości kontroluje liga. Później podobne rozwiązanie dostał też jeden zawodnik formacji obronnej. Kaski z odbiornikiem oznacza się zieloną naklejką.

Czego uczy ta historia

  • Łączność do ucha to przewaga. Informacja trafia do jednej osoby, szybko i bez gestów widocznych dla wszystkich.
  • Radio da się podsłuchać. W 1956 roku wystarczył odbiornik nastrojony na tę samą częstotliwość. Dlatego dzisiejsze zestawy łączą się z telefonem przez Bluetooth, a ostatnie kilkadziesiąt centymetrów do ucha pokonuje pole magnetyczne o bardzo krótkim zasięgu (jak to działa).
  • Regulamin ma znaczenie. Ta sama technologia była raz zakazana, a raz dozwolona, zależnie od zasad gry. Z mikrosłuchawkami jest tak samo (co wolno, a czego nie).

Od kasku do mikrosłuchawki

Odbiornik Ratterman nosił w kasku, bo w latach 50. radio nie zmieściłoby się w uchu. Dziś ta sama funkcja, czyli głos trenera, realizatora czy koordynatora słyszany tylko przez jedną osobę, mieści się w słuchawce mniejszej niż jednogroszówka. Tak pracują prezenterzy i ochrona (mikrosłuchawka dla prezentera).

Źródła

Zobacz mikrosłuchawki w sklepie hota.pl